Deus Est Machina

  Kabała i Hermetyzm w praktyce

Mysterium Dei

Starożytna mądrość w nowożytnych słowach

Ryzyko jest czymś dobrym!

Zacznijmy od razu bez ogródek. Żyjemy w ciekawych czasach, w których w grupowej świadomości obecne są drgania kompletnie sprzeczne z jakąkolwiek logiką i zdrowiem. Jednym z takich drgań jest pogląd, że najlepszym sposobem na życie jest siedzenie cicho, nie wychylanie się, byle tylko dożyć do jutra. Nie ryzykować pod żadnym pozorem, nie walczyć o swoje i w ogóle najlepiej się zamknąć w bunkrze. Najwyższą wartością jest ludzkie życie, zatem byle przeżyć. Zgadzam się, że najwyższą wartością jest życie, ale bezmyślne interpretowanie tego faktu dąży do zamiany człowieka w posłusznego niewolnika, który chce tylko przeżyć. Gloryfikuje tchórzostwo, które jest drganiem kompletnie przeciwnym częstotliwościom uznawanym w mistyce za poziom „boskości”. Bóg nie jest tchórzem inaczej mówiąc. Jak bardzo ten bezmyślny pogląd się na Świecie upowszechnił ilustruje zdarzenie z lipca 1995 roku, zwane „masakrą w Srebrenicy”, gdzie do ochrony ludności cywilnej wyznaczony został oddział wojsk holenderskich. Po pierwszych kilku wystrzałach oddział w całości ukrył się w schronach, nie broniąc cywilów, jako że „najwyższą wartością jest życie”, więc swoje trzeba chronić najpierw. Co najciekawsze dowódca tegoż oddziału dostał za to zachowanie medal, chociaż masakra ta uznawana jest za największe ludobójstwo w Europie po II Wojnie Światowej. Tak kończy się bezmyślność i bezkrytyczne pochłanianie poglądów z otoczenia. Przykład ten ilustruje, że żołnierz, który nie ryzykuje to ciele, a nie żołnierz. Warto to przemyśleć w dalszej perspektywie- zadając sobie pytanie czy ryzyko jest czymś dobrym? Otóż jest. Ryzyko jest utrzymaniem kontroli nad odruchem ciała i ukazaniem swojej siły woli. Jest więc zarówno ćwiczeniem siły woli, jak i sposobem na osiąganie mentalnej władzy nad swoim życiem. Odwaga jest boską cechą, bez której jakiekolwiek postępy w mistyce są zwyczajnie niemożliwe. Każdy z nas musiał kiedyś podjąć jakieś ryzyko i każdy zapewne pamięta jaką satysfakcję dało mu podjęcie wyzwania. Pokora – to nie jest tchórzostwo, to są dwie zupełnie różne rzeczy. Uczymy dziś dzieci, że ryzyko jest złe, a potem mamy pretensję, że wyrastają z nich tchórze. Spójrz proszę pod tym kątem na siebie drogi Czytelniku, przeanalizuj swoją definicję „ryzyka”- czy uważasz, że jest to coś złego? Nie mówię o brawurze i popisywaniu się, mówię o zdolności i chęci do podejmowania ryzyka. Do badania nieznanego, do sprawdzania co jest za zakrętem, do poszukiwania poza swoją „strefą komfortu”. Jeśli odnajdziesz w sobie negatywną definicję słowa „ryzyko”, a jednocześnie twierdzisz, że chcesz być panem własnego losu – zdaj sobie sprawę, że sam sobie kłamiesz. Albo jedno- albo drugie. Gdybyśmy nie ryzykowali dalej wisielibyśmy na drzewie z możliwością okazyjnego „buju”, ale nic ponadto. W naturze ryzyko jest cnotą, w nowoczesnym ujęciu jest to wada. Ryzykanci to bohaterowie, tchórze nigdy nie ryzykują. Ryzyko to nie jest jazda przez miasto 100km/h – to jest głupota, a nie odwaga. Ryzyko to chęć podejmowania nowych wyzwań, to wręcz pragnienie odkrywania czegoś nowego – własnymi rękoma, całym sobą. Ryzykowanie innymi ludźmi jest tchórzostwem. Kto chce siedzieć cicho pod kołdrą nie powinien podejmować zagadnień mistycznych, jako, że odwaga i chęć ryzyka zawsze będzie tej wiedzy towarzyszyć. Słowo „mistyczny” znaczy „tajemniczy”, czyli zawsze jest coś, czego się do końca nie pozna. W mistyce zasada nieoznaczoności rozciągnięta jest na wiele aspektów i aby je zgłębić potrzebna jest chęć ryzyka, smak wyzwania i pędu wiatru odwagi pod skrzydłami. Taki wiatr daje poczucie, że naprawdę się żyje, że zdobywa się Świat. Dla duszy takie poczucie jest bardzo istotne. Nawet jeśli dotyczy czegoś mało istotnego lub nawet niewidocznego dla otoczenia. Dla zilustrowania o co mi chodzi świetnie nadaje się anegdotka z życia Alberta Einsteina. Otóż jeżdżąc po USA z wykładami Einstein miał stałego kierowcę, który był także aktorem na pół etatu. Kierowca ten zauważył, że jego pasażer jest już zmęczony i znudzony powtarzaniem tego samego wykładu setny raz i zaproponował aby zamienili się rolami. Powiedział, że cały wykład profesora zna już na pamięć tak dobrze, że bez problemu sam go wygłosi. Einstein nie będąc tchórzem i znając odczucie wiatru o którym mówię, chętnie się zgodził. Zamienili się ubraniami i na wykładzie naukowiec siedział z tyłu nie odzywając się do nikogo, podczas gdy to kierowca prowadził wykład. Wiele razy się to gładko udało, aż którymś razem ktoś ze słuchaczy zadał naprawdę trudne pytanie, zawierające problem, którego kierowca nawet dobrze nie zrozumiał. Ale i u niego żyłka ryzyka była drugą naturą, nie tracąc więc animuszu odpowiedział, że to pytanie jest tak banalne, iż nawet jego znudzony kierowca na nie odpowie – na co wstał wypoczęty Albert Einstein i skłoniwszy się nisko, udzielił słuchaczowi wyczerpującej odpowiedzi siadając na koniec na swoim miejscu. Niby nic, ale obaj byli z tego dumni na długo po tym zdarzeniu. Obaj poczuli jak pięknie może smakować życie. Odwaga to boska cecha, a jej użycie to ryzyko. Poczuli się więc jak Bogowie. Choć nikt o tym nie wiedział. Nie wiem do końca dlaczego po latach Einstein się do tego przyznał, ale domyślam się, że chciał po prostu poczuć to jeszcze raz.

Mam nadzieję, iż udało mi się zobrazować, że odwaga nierozerwalnie związana jest z ryzykiem, a ono jest drogą do sukcesu, postępu i rozwoju. Zachowawcze krycie się w schronie nie zda się na nic, nie przyniesie żadnych rezultatów rozwojowych. Nie jest drogą do postępu, jest wręcz cofaniem się w rozwoju. Tak, jak komórka w nieprzychylnych warunkach przyjmuje formę przetrwalnikującą, w której się ani nie rozwija, ani nie można powiedzieć, że naprawdę żyje – tak człowiek posiada taką formę na ekstremalne warunki. I jest nią właśnie brak ryzyka. Ostatni wiek obfitował w wojny i tragedie, stawanie się przetrwalnikiem ma więc swoje powody. Ale to nie jest usprawiedliwienie na dłuższą metę, ponieważ nawet komórki przetrwalnikujące cały czas badają otoczenie i czekają na zmianę warunków aby zacząć żyć. Zacząć znowu ryzykować. To samo tyczy się nas, ludzi, szczególnie w dzisiejszych czasach i warunkach.

To jest jeden z wniosków, do którego pragnąłem, aby Czytelnik doszedł sam po przeczytaniu pierwszej mojej książki. Jest to także jedno z „olśnień”, których doznanie otwiera wiele drzwi w życiu. Jeśli zatem drogi Czytelniku uświadomisz sobie posiadanie negatywnej definicji słowa „ryzyko”- bez marnowania czasu, już tu i teraz, połóż proszę prawą dłoń na grasicy, zaczerpnij potężny haust powietrza napinając mięśnie ciała i pomyśl intensywnie „jestem ryzykantem”. Powtórz to z myślą „uwielbiam ryzyko”. Za trzecim razem pomyśl „niczego się nie boję”. Powtórz całość 7 razy. Te trzy kody mentalne na raz niech towarzyszą Ci przez resztę tej książki.